Fotografia reporterska, jest czymś co lubię najbardziej w fotografii. Lubię łapać dynamiczne chwile, zatrzymywać soczyste skoki w locie, czy te wszystkie niepozowane, pozorne czułostki jeźdźców do dosiadanych koni. Przy takim ukazywaniu sportu, wydaje mi się to najbardziej prawdziwe, nie stylizowane i o wiele bardziej wartościowe niż wszystkie kreowane sesje w polu rzepaku, maku, w sukni ślubnej na dębującym koniu.

No dobra, dość o mnie – chcąc bawić się w reporterkę… Od czego zaczynamy?

1. Przede wszystkim: Dla kogo wykonujemy zdjęcia?

Dla siebie

Idziemy sobie na zawody, siadamy przy parkurze i ot cykamy co nam się pod obiektyw nawinie. Znajomi, nieznajomi – ważne by był koń. Tu mamy 100% dowolności, a ewentualne pretensje, gdy znany zawodnik prosi nas po zawodach o jakieś swoje fotki, a ich po prostu nie posiadamy, możemy mieć tylko do siebie.
Warto przed zrobieniem pierwszego zdjęcia zastanowić się, do czego nam posłużą przyszłe fotografie.

Dla organizatorów

Mamy zlecenie, wykonania reportażu na stronę internetową / social media organizatora. O czym warto pamiętać?
Że organizatora nie obchodzą nasze upodobania personalne co do zawodników. On chce przede wszystkim móc pochwalić się w Internecie nagrodami, osobami, które udało mu się ściągnąć oraz sponsorom, by na następne zawody dali jeszcze więcej funduszy.
W kadrach zawieramy całe przeszkody, z widocznymi reklamami sponsorskimi oraz, w miarę możliwości – pełnymi trybunami. Unikamy za to ciasnych pionowych kadrów – paradoksalnie, zawodnicy są tu na drugim planie 😉 Bardzo pożądane są tu ceremonie dekoracji – zdjęcia wygranych wraz ze sponsorami wręczającym nagrody. (Osobiście – nienawidzę tego momentu, ale o tym kiedy indziej) Z czysto technicznego punktu widzenia – faza skoku czy dobry moment galopu tutaj nie są aż tak ważne, nie mniej – mile widziane.

Dla zawodników

Czyli po prostu robimy zdjęcia konkretnej pary/par w możliwie największej ilości. Zarówno z parkuru jak i rozprężalni – wszystko zależy od początkowych ustaleń. Tu już chcemy pokazać możliwie najkorzystniej zarówno konia jak i zawodnika. Wszelkie ‚kraksy’, zgrzyty, posyły z łokcia odpadają – chyba, że w formie zdjęć nie liczonych do puli zdjęć płatnych, jako ciekawostki wysyłane tylko zainteresowanym. W mojej opinii należy o tym pamiętać, ponieważ taki zawodnik, wybierając nas, a nie innego fotografa oczekuje od nas chłodnego profesjonalizmu, a nie nagonki czy oceniania czy założył ochraniacze pod kolor czapraka.
Skupmy się więc na wyraźnych fotach, w dobrej fazie skoku, gdzie koń jest w najwyższym punkcie paraboli lotu, lub na korzystnej fazie galopu. Ważne by w kadrach były widoczne wszystkie nogi, banery i same przeszkody nie są aż tak niezbędne, więc tu ciasne kadrowanie jest jak najbardziej pożądane.

Podział z pozoru banalny. Co jednak gdy tak naprawdę galerię wykonujemy i dla organizatorów i poszczególnych zawodników, a na swoim fanpage’u chcemy zamieścić jeszcze jedna galerię?

Garść technicznych i wizualnych rad 😉

Prosty horyzont. Nic mi tak nie psuje odbioru, nawet dobrych jakościowo zdjąć, jak lecący w którąś stronę horyzont, który przekłamuje perspektywę. Oczywiście, można bawić się linią horyzontu, jak choćby np. Oliwia Chmielewska, która moim zdaniem jest mistrzynią w tego typu zdjęciach, jednak jest to umiejętność, której uczymy się z czasem. Nie warto od razu kłaść sobie samemu kłód po nogi.

– Faza skoku / galopu. Po czym poznać, że fotorelację z zawodów robił laik? Ano po tym, że zdjęcia są w przypadkowych, niekorzystnych fazach, jeźdźcy wiszą na koniach dopiero odbijających się do skoku, a galopując ‚stoją’ na jednej nodze. Serio. 😎

Które zdjęcie wygląda korzystniej? Gdzie widać 4 końskie nogi w dynamicznej fazie, czy to na którym koń nienaturalnie, dziwnie ‚stoi’ na przedniej nodze?

– Tło. W fotografii reporterskiej uchodzi za czynnik, na który nie mamy wpływu. Bo nie mamy. Ale jeśli przesunięcie się 2 metry w prawo uchroni nas od posiadania w tle pięknego żarówiastego toi-toi’a, który będzie ‚zabierał’ całe zdjęcie, to chyba warto po prostu poszukać innej miejscówki. W miarę możliwości unikamy żarówiastych punktowych rozpraszaczy, czy mało eleganckich rusztowań.

– Zdjęcia pod słońce. Zachodzące słońce i kwiecisty parkur są piękne, to prawda. Jednak nie każdy sprzęt poradzi sobie z ilością światła, jeśli uprzemy się na ‚full-artistik’ foty pod słońce. Mierzmy siły na zamiary, niestety to co widzimy live, i potem na ekranie komputera to dwa inne światy. 😉

– Foty o niczym. Nie przesadzamy z ilością detali czy zbliżeń. O ile kilka zdjęć spoza parkuru jest fajnych – zawodnicy, fajnie wykonane makro nagród, ładna sceneria w pobliskim lesie czy food-track, który specjalnie przyjechał na to wydarzenie, o tyle ciągnące się w nieskończoność foty pieska, kotka, linki, drąga, czapki z daszkiem, bez daszka – są po prostu nudne i nic nie wnoszące.

– Absolutnie niedozwolone, wieśniackie i mało profesjonalne jest przesadzanie ze wszelkimi zgrzytami. Upadki jeźdźców, koni i jeźdźców, zbliżenia na patenty, ostrogi i inne ‚narzędzia tortur’. No chyba, że jesteśmy jaśnie oświeconymi naturalsami, którzy szukają poklasku dla swych zdjęć z „rozdziawionymi pyszczkami biednych konisi”.
Pokazując takie zdjęcia, kreujemy niejako wizerunek danego zawodnika – przykład poniżej: Zdjęcia pyska przy dojeździe do przeszkody, drugie zdjęcie natomiast ukazuje jak w 3/4 wyglądał cały parkut tego zawodnika – koń lekki, chętnie skaczący z zapasem, z maksymalnie oddaną ręką. Ale wstawiając samo zdjęcie pyska, oczyma wyobraźni widzę komentarze pt. „Ałaa! Musiało boleć :/” Zdjęcie to jest ułamek sekundy, mikry wycinek chwili. Jako fotografowie musimy o tym pamiętać – ludzie oglądający – niekoniecznie.

Ktoś powie, że w takim razie co pokazywać jeśli zawodnik tak a nie inaczej na parkurze/czworoboku wyglądał? Wszyscy zawodnicy powinny podpisywać oświadczenia czy godzą się na takie a nie inne foty?
Po pierwsze primo, fotografując choćby zawody CSIO w Sopocie od ładnych kilku lat, jestem całkowicie przekonana, że z każdego jednego konkursu da się stworzyć taką galerię, że na sam widok odbiorców będą boleć szczęki i plecy. Da się też stworzyć taką, która będzie jako-tako przedstawiała jeździectwo jakim je widzimy my, koniarze – ładne, harmonijne, miłe dla oka. Kwestia podejścia fotografa oraz tego co reprezentuje sobą i co chce pokazać…
Po drugie, to co już pisałam – ktoś, kto zleca nam wykonanie zdjęć ma nas z profesjonalistów. Teraz, odpowiedzmy sobie na pytanie: czy wysyłając/wstawiając do ogólnej galerii zdjęcia z samych kraks lub przypadkowe zdjęcia w niekorzystnych fazach wyglądamy w oczach odbiorców i zleceniodawców profesjonalnie?

– Nietypowe kadry. Czyli znów – publikując bardziej oficjalną galerię należy zachować umiar. We wszystkim tak naprawdę – Nikt nie ma ochoty na oglądanie zdjęć i zastanawianie się nad każdym co autor miał na myśli.

Na koniec jeszcze podam moją listę TOP5 końskich fotografów, którzy reportaże robią naprawdę wartościowe, na których galerie uwielbiam patrzeć:

Warto odwiedzać te fanpejdże! 🙂

I co? niby proste, a jednak nie do końca 😉 Jak zwykle czekam na wszelkie spostrzeżenia i komentarze 🙂

Equine Sport Photography