Kolejny inspirujący fotograf w cyklu „warte uwagi” to… Monika Skowrońska z Photo Monskoo. Autorka najlepszych backstage’owych zdjęć z imprez jeździeckich w Polsce 😉 Jej zdjęcia ilustrowały artykuły w magazynach jeździeckich a także Viva! Czy Gala. Jest także głównym fotografem w Stadninie Koni Ciekocinko.

Napisałaś mi na początku, że Twoja historią z fotografią i końmi jest zgoła inna niż większość takich opowieści. Więc jak to się zaczęło? 😉

Siedzę przy kominku i próbuję sobie przypomnieć swój „pierwszy raz” z fotografią. Obie pasje miały wspólny początek i nieprzerwanie trwają do dziś. Miałam 11 lat kiedy pół roku po operacji trepanacji czaszki uciekałam z przyjaciółką do pobliskiej stajni. Kiedy rodzina dowiedziała się, że to niemożliwe żebym na plac zabaw ubierała kalosze i wracała z nutką stajennej nieświeżości… Zaczęło się. „No już bardziej niebezpiecznego hobby nie mogłaś sobie wybrać? Tylko nie konie, to się źle skończy…”. Na szczęście nie udało się żadnym ciotkom mnie przegadać i skończyło się na: „Dobra, tylko nie spadnij.” W końcu zaczęło brakować czasu i chęci na szkołę tańca. Zaś mama zamiast małej tancereczki w domu miała małą koniarę.
Jestem wdzięczna rodzicom, że wytrzymali z moimi pomysłami, dowozili dziesiątki kilometrów do stajni i wspierali w wyjazdach na zawody…

Jaki był Twój pierwszy aparat?

Początkowo w kieszeni miałam ze sobą mój kieszonkowy 3-megapikselowy aparacik HP. Pstrykałam każdy łeb wystający z boksu, a raczej koński nochal, bo tyle wtedy dosięgałam.

Kolejnym aparatem był już taki z prawdziwego zdarzenia. Kompaktowy samsung, duży, ciężki, z dużym zoomem. Jego gabaryt robił wrażenie. Już wtedy aparat był moim nieodłącznym elementem podczas wyjazdów na wakacje i obozy jeździeckie. I wtedy padło pierwsze: „WYŚLESZ?”. Zdarzało się też, że zamiast zamiatania stajni fotografowałam nowonarodzonego źrebaczka, wtedy słyszałam głos: „Miotła czeka, odłóż ten aparat a nie tylko te zdjęcia pstrykasz.” Dziś, ten sam głos dzwoni i zamawia sesje katalogowe swoich sportowych koni.

Kolejna była pierwsza lustrzanka Canon 450d, no i kolejno odlicz: 500d, 40d, 7d.

W klasie maturalnej zastanawiałam się: co dalej?

Zaraz po maturze podjęłam pracę w Dzienniku Internetowym info.elblag.pl. W Elblągu było wtedy referendum, co wiązało się z ogromem pracy fotoreportera. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to był najlepszy moment w jaki mogłam trafić. Praca w „gazecie” umożliwiła mi poznanie profesjonalnego sprzętu foto i tajników pracy za kulisami. W ciągu pół roku byłam na każdej konferencji prasowej, sesji rady miasta, jeździłam wozami transmisyjnymi TVNu… Zaś kiedy miałam sfotografować Donalda Tuska, moje obiektywy były najpierw rozkręcane przez Biuro Ochrony Rządu. Wpadłam w polityczny ogień. Praca w redakcji to pełne obroty 24h 7dni w tygodniu. Koncerty, spektakle, mecze piłki nożnej, portrety, a nawet budowy dróg czy wysypiska śmieci. Wszystko.

Z czasem chciałam troche spowolnić. Kolejna współpraca pozwoliła mi skoncentrować się na fotografii sportowej i reportażowej. Mecze piłki ręcznej oraz Artur Siódmiak Camp w całej Polsce.

Sport jest wszechobecny w moim życiu i zawsze mnie ciągnęło by uwiecznić wszelkie „wyżej, mocniej, dalej” na zdjęciu.

Od ponad roku prowadzę własną firmę fotograficzną. Robię to, o czym zawsze marzyłam. Z pomocą bliskiej mi osoby potrafię połączyć przyjemne z pożytecznym. Najfajniejsze jest to, że sama wybieram co chcę widzieć w kadrze. Najczęściej są to konie i uśmiechnięci ludzie. Oprócz tego zdarza mi się fotografować samochody, pomieszczenia, produkty, jedzenie, jednakże bardzo lubię tą różnorodność, która pobudza moją kreatywność.

Posiadasz własnego konia, sama też startujesz. Czy nie czujesz się czasem dziwnie, po tej drugiej stronie aparatu, gdy fotografują Ciebie w trakcie rozprężenia/przejazdu/dekoracji?

Ouu… tak, nie ma lekko. Często wyobrażam sobie siebie z Moritzem w jakimś konkretnym kadrze, jednakże rzadko zdarza się taką wizje zrealizować… Czasami oddaje swój aparat w ręce „nie-koniarza” na czas kiedy jestem w siodle i z serii dziesiątek poklatkowych zdjęć uda mi się wybrać coś fajnego. Bywa też, że ratuję się statywem i samowyzwalaczem… Czasem zamawiam sesje u innej fotografki. 😉

Jakie zdjęcia sprawiają Ci największą frajdę?

Na moich fotografiach staram się zatrzymać akcję. Właśnie to sprawia mi największą radość. Kiedy ze zdjęć „wysypuje się” piach unoszący się spod kopyt galopującego konia. Podczas zawodów zawsze oglądam się za siebie by sfotografować reakcje ludzi. Emocje, które towarzyszą podczas konkursów są genialnym obiektem do fotografowania!
Frajdę sprawiają mi wszelkie dynamiczne zdjęcia, szczególnie sport, ale również samoloty, zwierzęta…

Bywasz na dużych zawodach, także od kulis. Czy istnieją jakieś zasady fotografowania typowego backstage’u?

Moja przygoda z fotografią reportażową jak wiesz, zaczęła się w redakcji, tam były moje pierwsze backstage’owe koty za płoty.
Pierwszy backstage hmm… Photo Monskoo wyrzucona na głęboką wodę, podczas zdjęć zza kulis koncertu Meli Koteluk, następnie Agnieszki Chylińskiej. Nie było łatwo, bo jak wiesz, na backstage’u panuje zupełnie inne światło niż na „głównej arenie”, a na zdjęcie ma się dosłownie kilka sekund i ono musi być udane…
W stajni jest czas na błędy i powtórki, niestety w strefie VIP często nie możemy sobie pozwolić na kolejne i kolejne kadry… My fotografowie powinniśmy być niezauważalni.
Natomiast w fotografii jeździeckiej najważniejszą zasadą jest bezpieczeństwo, o którym trafnie napisałyście w artykule „7 przykazań…”. Na zawodach konnych trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Posiadasz jakieś swoje fotograficzne guru, które Cię inspiruje?

To wszystko tak szybko się dzieje, że nie miałam czasu się nad tym zastanawiać. Realizuję ciągle nowe pomysły i nie chcę się na nikim wzorować. Odkąd pamiętam z polskich fotografów fascynują mnie fotografie Cecylii Łęszczak, jest świetna.

Czy są jakieś zawody na świecie, na które bardzo chciałabyś pojechać

Oczywiście!
Wymarzony jest Wiedeń – Longines Global Champions Tour Vienna Masters. Na moje nieszczęście, akurat w tym roku Wiedeń nie jest zaliczany do cyklu LGCT, w takim razie może chociaż Berlin ? (no dobra, Miami.) Kto wie… śmieją się, że: „gdzie diabeł nie może tam Monskoo pośle ;)”.

Gdzie będzie można Cię spotkać w 2017 roku?

Bieżący rok zapowiada się bardzo pracowicie. Mój grafik obfituje w ogólnopolskie imprezy jeździeckie, ale też turnieje golfowe, motocrossowe oraz kitesurfingowe. Oprócz tego otwieram się na kolejną dziedzinę fotografii, która jest jeszcze małą tajemnicą… 😉
Rok zdjęciowy zaingurowałam fotografią eventową podczas Balu Przyjaciół Baltici w Pałacu Ciekocinko. Na dobre, mój sezon startuje razem z sezonem otwartych zawodów konnych. Już w kwietniu widzimy się podczas Międzynarodowych i Krajowych Zawodów w WKKW na sopockim Hipodromie (28.04-01.05), następnie pomieszkam 3 tygodnie w „moim” ukochanym Ciekocinku podczas Baltica Spring Tour (16.05-04.06), kolejne będzie CSIO5* w Sopocie (09-12.06) i kolejna dawka balticowej energii podczas Summer Tour (15.08-03.09) .

Ja i mój aparat liczymy na Wasze uśmiechy,
Do zobaczenia!

Bardzo dziękuję za rozmowę, po cichu liczę, że znowu spotkamy się przy parkurze z aparatami na CSIO***** 2017 w Sopocie 🙂

Zdjęcia Moniki znajdziecie na jej fanpage’u na facebooku, oraz na stronie Stadniny Ciekocinko oraz zawodów Baltica:
fanpage
Stadnina Ciekocinko
Baltica Equestrian Tour

W artykule użyte zostały zdjęcia autorki, za jej zgodą.

Equine Sport Photography