Darujmy sobie wszystkie teksty i pytania nt. „dlaczego konie, od kiedy jeździsz, dlaczego konie a nie motocykle”. Wiadomo, że jeździectwo, to styl życia, jak się raz spróbuje, to nie da się bez tego żyć 😉 Jak połączyć to z fotografią… Nie da się żyć w ogóle! 😉

Zaczynamy cykl inspiracji od Oliwii Chmielewskiej, której zdjęcia można spotkać na materiałach wielu renomowanych stajni i zawodów – m.in. CSI**** Poznań, czy Wechta Equestrian.

Co u Ciebie było pierwsze: fotografia czy jeździectwo? Kiedy na poważnie zaczęłaś się interesować fotografią jeździecką?

Wbrew pozorom to bardzo trudne pytanie. W pierwszej chwili pomyślałam jeździectwo, ale szybko przypomniałam sobie, że pasja do koni i zdjęć towarzyszy mi „od zawsze”. Choć moi rodzice nie mieli koni, odkąd pamiętam zawsze bardzo lgnęłam do tych zwierząt. Miałam zresztą do nich dość łatwy dostęp, pochodzę z małego miasteczka, gdzie jeszcze 20 lat temu dość regularnie konie wykorzystywano w pracach polowych – stryj mojej mamy często przyjeżdżał do nas wozem, żeby zabrać nas na krótką wycieczkę. Kiedy przeprowadziłam się do Warszawy i poszłam do szkoły namiętnie powtarzałam, że moim największym marzeniem jest posiadanie własnej stadniny.

Pasja fotograficzna pojawiła się wkrótce – na szkolnych wycieczkach biegałam z pożyczoną od mamy, automatyczną Yashicą, dokumentując wszystko co się da 😛 W późniejszym okresie sama zaczęłam jeździć konno, a odkąd rodzice zmodernizowali dawne gospodarstwo i pojawiły się w nim nasze dwa wymarzone wierzchowce zaczęłam fotografować także konie. Jeszcze zanim to się stało ciągnęłam rodziców na zawody i czempionaty, tak żeby podglądać zawody jeździeckie. Dobrze pamiętam te wspaniałe wizyty na świątecznych zawodach organizowanych na warszawskim Torwarze. Fotografia od zawsze dawała mi szansę dokumentacji moich jeździeckich przeżyć.
Rodzice widząc zainteresowanie mojej siostry i moje starali się nas bardzo wspierać i miarę możliwości rozwijać nasze pasje. Zawdzięczam im bardzo wiele i dziś mogę powiedzieć, że wiele moich marzeń się spełniło!

Jaki był Twój pierwszy aparat?

Pierwszy własny aparat dostałam na 10 albo 11 urodziny – był to malutki, w pełni automatyczny Kodak, modelu niestety nie pamiętam. Chętnie dokumentowałam nim otaczającą mnie przyrodę, bardzo lubiłam spacery na nadpiliczne łąki, które przylegają do Wyśmierzyc – miasta, z którego pochodzę. Na te łąki i pastwiska ciągnęły mnie oczywiście pasące się tam konie, podczas takiego wypadu zawsze można było je spróbować chociaż pogłaskać.
Za pierwsze odłożone pieniądze, jesienią 2008 roku kupiłam moją pierwszą lustrzankę – Nikona D80 i tej marce jestem wierna do dziś.

Co najbardziej lubisz fotografować? Jakie kadry dają Ci najwięcej frajdy?

Zdecydowanie najbardziej lubię fotografię sportową. Jeździectwo łączy w sobie wiele pozornych przeciwieństw, jest sportem bardzo eleganckim i pięknym i jednocześnie ogromnie technicznym, trudnym. Wymaga również niezwykłego hartu ducha i pokory. Samo kupienie świetnie się zapowiadającego konia to dopiero początek trudnej drogi na szczyt. Dlatego tak bardzo lubię podziwiać dopracowany w niemal najdrobniejszym szczególe efekt końcowy w postaci przejazdu na parkurze, czworoboku czy krosie. Jeśli tylko mam taką możliwość lubię też wybrać się za kulisy.
Lubię klasyczne, sportowe kadry, ale od pewnego czasu staram się kłaść większy nacisk na „reporterskie ujęcia”, takie które są w stanie oddać emocje panujące podczas zawodów, piękno pary koń-jeździec. To jest oczywiście bardzo, bardzo trudne zadanie.
Mimo zamiłowaniu do zdjęć sportowych wykonuje też różne inne „końskie zdjęcia”. Dużo satysfakcji dają mi również zdjęcia wykonane na zlecenie dla znanych zawodników czy stajni. Zazwyczaj w tak dużych ośrodkach pracuje się bardzo przyjemnie – każdy wie jakie zadanie do niego należy, a modele są świetnie przygotowani. Z tego powodu szczególnie sobie cenię współpracę m.in. ze stajnią Wechta Equestrian.

Zawody potrafią trwać nawet 5 dni, od 8 do 19. Co takiego sprawia, że jesteś w stanie siedzieć tyle czasu przy parkurze/czworoboku i robić zdjęcia?

Po prostu lubię to co robię. To moja największa pasja, która z roku na rok pochłania mnie coraz bardziej i powoli staje się regularną pracą. Wychowałam się w rodzinie gdzie wiele osób pracuje znacznie ciężej ode mnie, nie zawsze w branży, która daje taką satysfakcję i jest tak przyjemna. Możliwość fotografowania na zawodach to dla mnie nobilitacja – staram się więc robić to co kocham najlepiej jak umiem. Mobilizuje mnie możliwość rozwoju, podejmowanie nowych wyzwań, poznawanie ludzi.

Czy pamiętasz swoje pierwsze oficjalne zlecenie zrobienia relacji z zawodów? Kiedy to było?

Pierwsza moja galeria, o ile dobrze pamiętam, pojawiła się w 2007 roku na portalu QnWortal. Była to bardzo amatorska dokumentacja zmagań zawodników uczestniczących w Mistrzostwach Świata w powożeniu zaprzęgami parokonnymi w Warce. Od 2009 roku aktywnie udzielałam się na portalu Baza Koni, dostałam „zielone światło” na wszelkie wyjazdy, ale nie wiązała się z tym żadna forma wynagrodzenia. Do dziś wykonałam wiele zleceń czy to dla zawodników czy redakcji zarówno polskich jak i zagranicznych.

W 2014 roku zostałam zaproszona do współtworzenia nowego, jeździeckiego projektu – Equista.pl i to na tym portalu moje prace są publikowane dziś najczęściej.

Jak przygotowujesz się do kilkudniowych wypadów na zawody? Masz jakiś system, nie zapominania kart pamięci, akumulatorów… aparatów? 😉

Lubię planować, z wyprzedzeniem tak aby nie denerwować się przed wyjazdem, zwłaszcza zagranicznym. Na miesiąc przed mam już zazwyczaj dopięte hotel i podróż. Między zawodami zastanawiam się jak mogę zorganizować się lepiej – co zabrać, a co pozostawić w domu, czy będzie mi potrzebny dodatkowy sprzęt. Tworzę specjalną listę tego co będzie mi potrzebne. Kiedy się pakuję (zazwyczaj dzień przed wyjazdem) korzystam ze wspomnianej checklisty. Oczywiście jej zawartość się różni, zależnie od tego czy jadę na sesję czy na zawody itd. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że pakowanie w pośpiechu, w ostatniej chwili sprzyja „zapominaniu” 😉

Dlaczego warto zapłacić na zdjęcia zrobione przez fotografa, na zawodach, a nie kumpeli z aparatem?

Nie mam nic przeciwko zdjęciom robionym „po znajomości”, uważam jednak, że jeśli ktoś oczekuje profesjonalnych, dobrych jakościowo zdjęć powinien rozważyć opcję współpracy z doświadczonym fotografem. Taka osoba w trakcie zawodów skupia się wyłącznie na jak najlepszym wykonywaniu swojej pracy – nie musi być jednocześnie kierowcą, luzakiem, trenerem i fotografem itp. Poza tym profesjonalista dysponuje zazwyczaj tzw. backupem, a więc nawet w momencie wyczerpania się baterii w jednym aparacie czy jego awarii będzie w stanie zastąpić go drugim aparatem/kartą/akumulatorem i bez względu na okoliczności zrealizować zlecenie. Fotograf z pewnością lepiej poradzi sobie również z trudnymi warunkami pracy takimi jak niekorzystna pogoda – przede wszystkim dlatego, że w swojej pracy spotkał się z różnymi sytuacjami.
Przy okazji poruszę kwestie sprzętowe, choć bardzo nie lubię tego robić. Chciałabym podkreślić, że podobnie jak garnki w kuchni najlepszego szefa same nie gotują, tak samo sam aparat zdjęć nie robi. Codziennie oglądam setki pięknych zdjęć wykonanych nawet telefonem! Każdym aparatem da się zrobić świetne zdjęcie. Prawda jest jednak taka, że do zapewnienia wysokiej i przede wszystkim powtarzalnej jakości zdjęć jest niezbędny profesjonalny sprzęt. Niestety sprzęt, oprogramowanie, dojazdy, nie mówiąc o włożonej pracy kosztują, dlatego dziś jestem pewna, że szanujący się fotograf nie powinien pracować za darmo.

Bywasz na zawodach za granicą. Czy są tam jakieś specjalne zasady dla przedstawicieli mediów? Jakieś inne, niż w Polsce zwyczaje?

Nie mam tak dużego doświadczenia aby wyciągać jakieś poważne wnioski, moje wyjazdy ograniczają się do udziału w zawodach sportowych i tylko w temacie fotografii sportowej mogę się wypowiedzieć. Jest kilka rzeczy, które rzuciły mi się w oczy. To co mnie bardzo dziwiło podczas pierwszych, zagranicznych wyjazdów to liczba fotografów. Na dużych, międzynarodowych zawodach (poza tymi rangi mistrzowskiej) jest czasem zaledwie kilku fotografów, czyli zupełnie odwrotnie jak u nas. Zagranicą wśród tych najlepszych dominują mężczyźni w średnim wieku – to też zupełnie inna sytuacja niż w Polsce, gdzie fotografię jeździecką zdominowały młode kobiety.

Podczas dużych, międzynarodowych zawodów organizatorzy dbają też o ułatwienie pracy fotografom – wydzielają specjalne strefy, w których fotografowie mogą pracować, są one przy tym tak rozplanowane, że nie przeszkadzają w oglądaniu zawodów kibicom. Zazwyczaj biura prasowe są też większe, bardziej przestronne i oferują nie tylko miejsce do pracy czy darmowy internet, ale także prowiant czy wręcz pełne wyżywienie. W tym ostatnim temacie polscy organizatorzy coraz bardziej się mobilizują, zapewniając coraz lepsze warunki pracy.

Czy są jakieś zawody na świecie, na które bardzo chciałabyś pojechać?

Oczywiście moim marzeniem jest udział w Światowych Igrzyskach Jeździeckich oraz Igrzyskach Olimpijskich. Chciałabym też częściej wyjeżdżać zagranicę.

Twoje ulubione, ukochane zdjęcie:

Trudno mi takie wskazać. Bardzo lubię zdjęcia Pianissimy jakie wykonałam w Janowie Podlaskim, we wrześniu 2015 roku. Ze względu na moje hobby jakim jest hodowla koni jestem w ogóle silnie, emocjonalnie związana z tym miejscem.
Wśród zdjęć sportowych cenię szczególnie te, które przedstawiają moich ulubieńców np. Charlotte Dujardin i Valegro. To przeważnie archiwalne zdjęcia, niepozbawione mankamentów technicznych, ale z ogromnym ładunkiem emocji, które towarzyszyły mi w trakcie ich wykonywania. Jestem fanką sportu jeździeckiego i w dalszym ciągu spotkanie „jeździeckich gwiazd” przysparza mi wiele radości i pozytywnego „nakręcenia” 😉

Gdzie będzie można Cię spotkać w 2017 roku?

Mój kalendarz jeszcze się tworzy, ale dziś mogę potwierdzić, że będę pracować podczas styczniowego AES Satallion Grading w Salio, lutowej Cavaliady w Lublinie i Warszawie, a latem również podczas Mistrzostw Europy WKKW w Strzegomiu. Na pewno wybiorę się też przynajmniej na jeden z etapów Longines Global Champions Tour – zawodów, które uwielbiam 🙂

Bardzo dziękuję za rozmowę, w Nowym Roku życzymy wszelkiej pomyślności, spełnienia fotograficznych marzeń no i idealnych kadrów! 🙂

Dziękuję i życzę wszystkiego co najlepsze w 2017 roku 🙂

Zdjęcia Oliwii znajdziecie na jej stronie www, jak i na fanpage’u na facebooku:
fanpage
chmielewskafoto.pl

W artykule użyte zostały zdjęcia autorki, za jej zgodą.

Equine Sport Photography